Słowo i Życie - numer 3/2003


Krzysztof Leśnik

Chrześcijańska Społeczność w Lidzbarku Welskim

Chrześcijańska Społeczność w Lidzbarku Welskim, dotychczas stacja misyjna zboru w Ciechanowie, uzyskała status zboru. Ma to swoje wielowarstwowe znaczenie. Jedno z nich związane jest z historią Kościoła w tym miasteczku. Pierwsi wierzący pojawili się tu w połowie  lat osiemdziesiątych. Pod wpływem zwiastowania ludzi z Torunia nawróciło się kilka osób. Później w miarę głoszenia Dobra Nowina znajdowała kolejnych zwolenników. Gdy na spotkania grupy domowej przychodziło około 30 osób podjęto próbę utworzenia oficjalnej placówki zboru toruńskiego i wtedy okazało się, że nie wszyscy myślą jednakowo. Część w ogóle nie chciała zboru w Lidzbarku; inni powiedzieli, że wolą dojeżdżać do sąsiednich miast, gdzie już były zbory. Tylko kilku wierzących myślało o tym, by w Lidzbarku Welskim  mógł powstać Kościół, który głosiłby Ewangelię mieszkańcom miasta.

Zaproszono do współpracy zbór KZCh w Ciechanowie. Był to rok 1996. Współpraca polegała na usłudze kaznodziejskiej raz na jakiś czas oraz na organizowaniu otwartych ewangelizacji. W pracę tę zaangażowani byli: pastor Krzysztof Zaręba, Przemysław Bartczak i Krzysztof Leśnik.

W roku 2000 zbór ciechanowski, myśląc o zintensyfikowaniu prac ewangelizacyjnych w sześciu okolicznych miastach, gdzie mieszkali już wierzący ludzie, powołał - z inicjatywy pastora Grzegorza Baczewskiego - Misję Zakładania Zborów. Przyglądałem się temu projektowi jako „zwykły zborowy człowiek”, któremu jednak dobro Kościoła nie było obojętne. Podczas doboru kandydatów zgłosiłem swoją gotowość wzięcia udziału w tym przedsięwzięciu. Byłem rezerwowym, gdyż było już sześciu kandydatów. Jako starszy zboru byłem obecny na ich „przesłuchaniu”. W trakcie rozmowy jeden z nich zrezygnował z  udziału w tym projekcie. Ja w tej samej chwili z „przesłuchującego” stałem się „przesłuchiwanym”. Zająłem jego miejsce.

Przez pół roku dojeżdżaliśmy z żoną do odległego o 80 km Lidzbarka Welskiego na każde niedzielne nabożeństwo. Była zima i jazda w lasach tuż przed Lidzbarkiem przypominała jazdę po lodowisku. Lecz widok uśmiechniętych twarzy na nabożeństwie był nagrodą za trud. Latem 2000 r. przeprowadziliśmy się do Lidzbarka. Wspólnie z braćmi i siostrami zaczęliśmy intensywną ewangelizację. Raz na kwartał zapraszaliśmy zespół i organizowaliśmy koncerty muzyki chrześcijańskiej. Dużo muzyki, dużo pieniędzy, dużo literatury, a skutek... żaden. Modliliśmy się o prowadzenie Boże dla naszej społeczności. Wielu ludzi w zborze całym sercem angażuje się w ewangelizowanie. Zależy nam na tym,  żeby nie tylko „napocić się” przy  pracy, lecz aby osiągnąć cel w postaci obfitych żniw dla Królestwa Bożego. Nie interesuje nas dziś „przygrywanie grzesznikom w drodze do piekła”, lecz zmienione życie ludzi dla Jezusa. I żeby to osiągnąć, jesteśmy gotowi zrobić wszystko, co jest konieczne.

Bóg prowadzi nas w sposób szczególny do dzieci. Ta możliwość jest wyjątkowo błogosławiona i ma priorytet w naszych poczynaniach. W tym roku udało się nam zorganizować wyjazd 14 dzieci do Gdyni-Orłowa. Bóg pozwolił nam w nadzwyczajny sposób zgromadzić z różnych źródeł potrzebne na to fundusze.

Nie mamy własnego stałego miejsca zgromadzeń. Spotykamy się w  wynajmowanych pomieszczeniach. Różne to były i są miejsca: kino, Dom Strażaka, sala „Solidarności”, szkoła... Był nawet śmietnik – miał tę przewagę, że nie wymagał opłat. Siostra Renata Kłosowska, która pracuje z dziećmi z miasta prowadząc klubik biblijny, w wakacje spotykała się z dziećmi ze swojego bloku. Czytali historie biblijne, bawili się i grillowali. Gdy padał deszcz, nie było gdzie tego robić, więc dzieci wpadły na pomysł, aby wykorzystać nieczynny już murowany śmietnik. Dzieci same go wysprzątały, pomalowały i urządziły, przynosząc z domu niepotrzebne już meble. Przez całe wakacje klubik-śmietnik funkcjonował bez zakłóceń.

Nie jesteśmy dużą społecznością, ale systematycznie rozwijamy się. Każda nawrócona osoba jest dla nas wielkim przeżyciem. Radość jest tym większa, że Boży aniołowie  też to widzą i cieszą się z nami z nawróconego grzesznika. Od trzech lat każdego roku chrzcimy po kilka osób. Dużym zaskoczeniem dla nas było nawrócenie się 92-letniej kobiety. Przyjechała do swojej córki do Lidzbarka, po dwóch latach  przyjęła Jezusa i została ochrzczona [pisaliśmy o tym w Słowie i Życiu nr lato 1999 – „Poznanie Boga u schyłku życia” – red.]. Wyprzedziła nas wszystkich w drodze do Domu Ojca, umierając w wieku 94 lat.

Życie Kościoła to łzy, ból, smutek, radość, sukces i chwała. Gdy Bóg daje możliwości i my je wykorzystujemy, jest to czas błogosławiony. Jesteśmy społecznością około 35 osób. Aktualnie zgromadzamy się w kinie. Wielu ludzi modli się o Kościół w Lidzbarku. Jesteśmy za to wdzięczni. Chcemy być solą i światłem dla naszego prawie 10-tysięcznego miasta.

[Autor jest pastorem p.o. zboru KZCh w Lidzbarku Welskim – red.]


Copyright © Słowo i Życie 2003
Słowo i  Życie - strona główna